Słowniczek psychiatryczny: drażliwość

Co ty dzisiaj taki nerwowy? Nie da się z nim wytrzymać. Humor ma taki, że bez kija nie podchodź. – nie trzeba być detektywem, żeby zorientować się, że ktoś w naszym otoczeniu jest drażliwy. Czyli taki, który nie radzi sobie z frustracją i nieadekwatnie reaguje agresją. Agresja może być czynna lub bierna, drażliwość może przejawiać się fochem czy nadąsaniem, a także złośliwym komentowaniem czy pokrzykiwaniem. Ważne, że w takiej osobie złość już jest – wypełnia całe jej jestestwo, jest trudna do zniesienia i szuka ujścia – czyli kogoś, w kogo da się tę emocję wpakować, chociaż przez chwilę poczuć ulgę.

Continue reading

Dlaczego nie komentuję bieżących wydarzeń

Raz na jakiś czas przez media społecznościowe przewala się jakiś kontrowersyjny temat, do którego wielu blogerów i influencerów się odnosi. Zawsze, kiedy się ja tego nie robię mam lekki dyskomfort i poczucie, że może to zostać odebrane jako brak zainteresowania i przejęcia tematem albo – co gorsza – potajemnym sympatyzowaniem z mniej słuszną postawą. Dlatego przedstawię wam parę powodów, dla których na tym blogu raczej nie będą pojawiały się wpisy na temat bieżących wydarzeń.

Continue reading

Ciałopozytywność? A po co to komu?

Strona za stroną, klik za klikiem wylądowałam w ciałopozytywnym zakątku internetu. Ponieważ idea, że wszystkie ciała są w porządku jest dla mnie bardzo pociągająca i odkrywcza, wchodzę w ten świat i go eksploruję. Co wygląda mniej więcej tak, że w mojej codziennej dawce internetu przewijają się: grube kobiety w samej bieliźnie, zdjęcia rozstępów, kobiecego owłosienia pod pachami, blizny, zmiany łuszczycowe i tym podobne. Po co to oglądać? Jaki jest sens?

Continue reading

słowniczek psychiatryczny: impulsywność

Najpierw jest impuls, który pcha do działania.

Czyli: siedzę i słucham, jak ktoś pełen przekonania mówi jakieś rzeczy, z którymi się zupełnie nie zgadzam i czuję, jak narasta we mnie potrzeba reakcji.

Albo: widzę coś tak ładnego i tak bardzo mam ochotę to mieć na własność, że chwilowo nie liczy się dla mnie jaki mam właściwie stan konta i czy naprawdę tego potrzebuję.

Albo: ktoś rozczarował mnie tak bardzo, że mam ochotę skasować jego numer telefonu, usunąć ze znajomych, potargać wszystkie jego zdjęcia i udawać, że nigdy nie istniał.

Continue reading

ja się do tego nie nadaję

To jest motywujący wpis o takich rzeczach, których myślałam, że nie dam rady zrobić, a jednak zrobiłam. Nie będę pisać o skończeniu medycyny, bo w uczeniu się na pamięć akurat zawsze byłam dobra, czy tam o porodzie, bo zawsze myślałam o sobie jako o człowieku zdolnym do rodzenia dzieci. To jest o rzeczach, które nie leżą w mojej naturze, ale w sumie co z tego.

Continue reading

czego nauczyłam się karmiąc swoje dzieci

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, w listopadzie 2015 roku, popularne były już poglądy na temat żywienia dzieci takie jak karmienie na żądanie, długie karmienie piersią, rezygnacja z diety matki karmiącej, rozszerzanie diety po szóstym miesiącu życia, pozwalanie dzieciom próbowania samemu jedzenia w kawałkach, wycofanie się z wczesnego podawania alergenów w celu prewencji alergii pokarmowych. Te poglądy, poparte badaniami naukowymi i uznane przez Światową Organizację Zdrowia za obowiązujące wytyczne, stały w sprzeczności z tym, co przez wiele lat było powtarzane matkom przez położne i lekarzy. Nie dotarły też do szpitala, w którym odbył się mój pierwszy poród, dlatego początek macierzyństwa spędziłam chodząc po korytarzach, na których wisiały plakaty objaśniające, co matka karmiąca piersią może jeść, a czego nie, otrzymałam kilka bardzo szkodliwych rad laktacyjnych i w zasadzie miałam wrażenie, że muszę pokonać cały personel szpitalny, żeby pozwolili mi po prostu karmić mojego własnego noworodka z mojej osobistej piersi.

Continue reading