słowniczek psychiatryczny: impulsywność

Najpierw jest impuls, który pcha do działania.

Czyli: siedzę i słucham, jak ktoś pełen przekonania mówi jakieś rzeczy, z którymi się zupełnie nie zgadzam i czuję, jak narasta we mnie potrzeba reakcji.

Albo: widzę coś tak ładnego i tak bardzo mam ochotę to mieć na własność, że chwilowo nie liczy się dla mnie jaki mam właściwie stan konta i czy naprawdę tego potrzebuję.

Albo: ktoś rozczarował mnie tak bardzo, że mam ochotę skasować jego numer telefonu, usunąć ze znajomych, potargać wszystkie jego zdjęcia i udawać, że nigdy nie istniał.

Continue reading

ja się do tego nie nadaję

To jest motywujący wpis o takich rzeczach, których myślałam, że nie dam rady zrobić, a jednak zrobiłam. Nie będę pisać o skończeniu medycyny, bo w uczeniu się na pamięć akurat zawsze byłam dobra, czy tam o porodzie, bo zawsze myślałam o sobie jako o człowieku zdolnym do rodzenia dzieci. To jest o rzeczach, które nie leżą w mojej naturze, ale w sumie co z tego.

Continue reading

czego nauczyłam się karmiąc swoje dzieci

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, w listopadzie 2015 roku, popularne były już poglądy na temat żywienia dzieci takie jak karmienie na żądanie, długie karmienie piersią, rezygnacja z diety matki karmiącej, rozszerzanie diety po szóstym miesiącu życia, pozwalanie dzieciom próbowania samemu jedzenia w kawałkach, wycofanie się z wczesnego podawania alergenów w celu prewencji alergii pokarmowych. Te poglądy, poparte badaniami naukowymi i uznane przez Światową Organizację Zdrowia za obowiązujące wytyczne, stały w sprzeczności z tym, co przez wiele lat było powtarzane matkom przez położne i lekarzy. Nie dotarły też do szpitala, w którym odbył się mój pierwszy poród, dlatego początek macierzyństwa spędziłam chodząc po korytarzach, na których wisiały plakaty objaśniające, co matka karmiąca piersią może jeść, a czego nie, otrzymałam kilka bardzo szkodliwych rad laktacyjnych i w zasadzie miałam wrażenie, że muszę pokonać cały personel szpitalny, żeby pozwolili mi po prostu karmić mojego własnego noworodka z mojej osobistej piersi.

Continue reading

Czasem nie cierpię książek dla dzieci

Literatura dla dzieci ma się dobrze, są dostępne wspaniałe książeczki z pięknymi ilustracjami, pomysłowe, edukacyjne, mądre. Lubię czytać z dzieckiem, a regularne wyprawy do biblioteki to taki chlubny element mojego macierzyństwa. Mała dziewczynka kręci się między regałami i pyta: mamo, a dla jakich dzieci to jest książka? Dużych czy małych? Czasem wybiera coś dla brata.

Continue reading

Urlop wychowawczy czy powrót do pracy?

Przez większość życia, jak pewnie wiele osób w Polsce, myślałam, że powiedzenie o niewchodzeniu dwa razy do tej samej rzeki wyraża zasadę, żeby na przykład nie umawiać się drugi raz z tym samym chłopakiem albo nie wracać do pracy, z której nas zwolniono. Dopiero jako dorosła osoba dowiedziałam się, że prawdziwy sens tego przysłowia to: wszystko płynie i nie można wejść drugi raz do tej samej rzeki, bo to już inna rzeka. Tak jest z moim urlopem macierzyńskim i powrotem do pracy.

Continue reading

Wiem, że nic nie wiem

Moje starsze dziecko w listopadzie skończyło trzy lata, czyli jest teraz w wieku, w którym zadaje bardzo dużo pytań. Jest to dobry moment na książeczki edukacyjne, które objaśniają jakieś zjawiska, bo jej umysł aktualnie chłonie wszystko jak gąbka. Moja córka zapamiętuje mnóstwo informacji i naturalna ciekawość każe jej dociekać, domagać się więcej. A ja tak mało wiem!

Continue reading