najgorsze na macierzyńskim

najgorsze na macierzyńskim jest to, że nie jest to aż tak ciekawe. dlaczego w ogóle kobiety mające zdrowe śliczne dzieci załamują się, chcą szybko wrócić do pracy albo wdają się w romans z listonoszem – chodzi o to, że codzienność w domu z niemowlakiem nie jest tak bardzo ciekawa, a obsługa kilkumiesięczniaka po prostu nie jest trudna.

Photo by Stephen Lustig on Unsplash

dochodzi oczywiście fizyczne zmęczenie, ale nie jest to satysfakcjonujące zmęczenie, jak po zrobieniu czegoś ekstra – po prostu dni i noce są w całości wypełnione prostymi do wykonania czynnościami, które mógłby wykonywać prawie każdy, bez żadnych kwalifikacji czy przeszkolenia. na zrobienie czegoś ekscytującego często zaczyna brakować czasu i siły. są oczywiście takie mamy, które po nocach odpalają maszyny do szycia albo inne sprzęty które pomagają dać upust kumulującej się ambicji i to jest bardzo fajne. ja sobe zaczęłam pisać i rysować, ale sama boję się, że bez dramatycznych sytuacji, skoków ciśnienia czy stresujących spotkań skończy mi się wena.

dla mnie przede wszystkim najgorsze jest to, że mam dostęp do ograniczonej liczby emocji – od rana do nocy wszystko jest miłe. budzi się koło mnie śliczny bobas, karmimy się (co jest takie bardzo fajne i podnoszące na duchu), idziemy na spacer, ja sobie słucham jakiegoś audiobooka albo kazania w mp3, po drodze wstępuję do warzywniaka, pani wygłasza trochę ochów i achów nad moim dzieckiem, niosę do domu dobre i świeże warzywa. na macierzyńskim można dostrzec, że to, że chodzi się do stresującej pracy, w której jest na przykład jakiś wkurzający koleś i po nocach się nie śpi myśląc co mu odpowiedzieć, albo że się czegoś nie zrobiło i co będzie jak się wyda – no, że wszystkie takie sytuacje mają wartość i że się tego nie docenia. na macierzyńskim na razie najbardziej satysfakcjonująca była dla mnie nauka wiązania plecaka prostego z chusty, bo wiem, że to nie każdy umie i nie każdy się odważy. wiążę tak moją córkę i idę na spacer, ludzie się oglądają i wtedy czuję dumę.

w każdym razie – to może być zaskakujące – zajmowanie się dzieckiem to nie jest jakieś nie wiadomo co. szczerze mówiąc to dziwne jest dla mnie, że powstało tyle poradników na ten temat. może jak się ma więcej dzieci albo jakieś problemy zdrowotne to jest inaczej – ale problem i tak wtedy nie leży w tym, że te czynności są trudne tylko w tym, że trzeba je długo wykonywać albo jakoś logistycznie rozplanować. moja prawie półroczna córka patrzy na mnie wielkimi brązowymi oczami i wydaje mi się, że z grubsza co bym nie zrobiła, pozostanę póki co miłością jej życia.

dopiero na macierzyńskim zrozumiałam, że emancypacja kobiet jest spoko.

to są takie rzeczy, że nawet ciężko się tym z kimś podzielić; jak czytam to, co napisałam to myślę, że może nawet głupio to publikować. to jest tylko etap, ale przez to wszystko nie będzie on trwał w nieskończoność.

no i oczywiście – i tak warto.