psychika jest najważniejsza

Psychika jest najważniejsza – powiedziała mi kiedyś koleżanka podczas rozmowy i to jest dla mnie ważne zdanie.

fot. Jan Phoenix, Unsplash

Wspomniana koleżanka jest mamą dziewczynki cierpiącej na alergię pokarmową i mają za sobą wieloletnie leczenie – dermatolog, alergolog, diety eliminacyjne, medycyna alternatywna, chińska. Im większy rygor – tym większe przekonanie, że postępowanie jest słuszne. Nie wiem czy da się to komuś przekazać czy trzeba do tego dojść samemu – powiedziała mi – ale w pewnym momencie zrozumiałam, że nie stan skóry, ale psychika jest najważniejsza. Idąc za tą myślą odpuściła rygorystyczne trzymanie się ograniczeń, trudne dla nich obu – przez co zmiany na skórze się pojawiają (i są wtedy leczone), ale w dziecku jest mniej napięcia.

I żebyście mnie źle nie zrozumieli – to nie ma być wywód o tym, że zajmuję się najszlachetniejszą dziedziną medycyny. Jestem często pod wrażeniem moich kolegów po fachu dobrze rozumiejących problemy somatyczne i dużo się od nich uczę. Zresztą, można pomylić się w obie strony i leczyć ciało, gdy niedomaga psychika lub leczyć psychikę, gdy problem leży w ciele. Ale wiemy, że nie zawsze w zdrowym ciele zdrowy duch, a gdy ciało niedomaga, a psychika jest w porządku – leczenie przebiega znacznie sprawniej.

Jestem maniaczką dbania o dobrostan psychiczny. Może trochę dlatego, że bycie mną przypomina bardziej stąpanie po kruchym lodzie niż jazdę rowerem po górach i dolinach – zazwyczaj czuję się dosyć dobrze i pewnie do momentu, gdy przyjdzie przeciążenie, lód pęknie, a ja ląduję pod powierzchnią zalana nieprzyjemnymi uczuciami. Dlatego muszę dbać, żeby lód był ciągle dosyć gruby i żeby napór na niego nie był zbyt duży.

Na przykład kiedyś przeczytałam w jakimś wywiadzie, że codzienne dojazdy do pracy wyczerpują zasoby i kiedy przychodzi potem jakaś stresująca sytuacja to mamy mniej siły, żeby się z nią zmierzyć. Uznałam, że to ma sens. Akurat w tamtym czasie dojeżdżałam 30 kilometrów do pracy samochodem, a jestem człowiekiem, który przeżył dachowanie. Przemyślawszy wszystkie za i przeciw – zmieniłam pracę na taką bliżej pracy Marka i wynajęliśmy mieszkanie w takiej odległości, że on mógł nawet przez pewien czas chodzić do pracy na piechotę, a ja – jeździć rowerem. Ostatecznie zamieszanie związane ze zmianą życiową było krótkotrwałe, a odczułam wyraźną ulgę, gdy nie musiałam codziennie pędzić drogą szybkiego ruchu z duszą na ramieniu.

Teraz, przed drugim porodem, bardzo bałam się depresji poporodowej. Nie mam za sobą epizodu depresyjnego, ale jakoś łatwo mi sobie to wyobrazić – może dużo rozmawiam z ludźmi w obniżonym nastroju i jestem nadmiernie empatyczna, a może czułam w momentach przeciążenia już jej oddech na karku, jak wyciąga swoje czarne macki. Nie tego ile przytyję, nie porodu, nie high need baby. Nie hemoroidów, nie rozstępów. Najbardziej bałam się depresji. Bo dopóki ja się czuję dobrze ze wszystkim sobie poradzę, wszystko jest do ogarnięcia.

Dlatego tygodniami zastanawiałam się jaki wybrać szpital na poród (to takie ważne!). Dlatego po porodzie dbałam, żeby codziennie jeść dobre i zdrowe rzeczy, odsypiać w ciągu dnia. Staram się prosić o pomoc, czytać wartościowe rzeczy, piszę tego bloga. Dwa razy w tygodniu chodzę do swojego kościoła (jest taki werset: Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem.*) A kiedy dwójka dzieci płacze i zastanawiam się czyje potrzeby są ważniejsze – noworodka czy dwuipółlatka to odpowiadam sobie: moje!

fot. Clem Onojeghuo, Unsplash.com
Można spędzać czas na łonie natury z tymi, których się kocha

Każdy ma jakiś swój wrażliwy obszar: są ludzie po studiach językowych, którzy nie mogą znieść źle wymawianych wyrazów w obcym języku czy może niektórych doprowadza do szału, że ktoś źle zmienia biegi i jeździ bez kierunkowskazów. A ja specjalizuję się w psychiatrii dorosłych i przede wszystkim jest mi ciężko z tym, że ludzie o siebie nie dbają. Że stresują się tym, czym mogliby się nie stresować, że nie śpią, że jedzą byle co, słuchają ludzi, którzy są im nieżyczliwi i źle traktują tych, którzy ich kochają. Powtarzają ciągle te same błędy, wypierają emocje, nie chcą prosić o pomoc, wybierają najgorsze drogi radzenia sobie z napięciami.

Oczywiście, są rzeczy, dla których warto się wystrzelać z zasobów. Sprawy, dla których warto nie jeść, nie spać, sytuacje, gdy coś liczy się bardziej niż moje dobre samopoczucie. Ale jakoś czuję, że jak będę dbać o siebie na co dzień – nie wpadnę w pułapkę wyczerpywania się dla rzeczy nieważnych i starczy mi siły na te istotne.

_____

*2 Kor 4:16