wieczny nomad w końcu się osiedla

Przeprowadzka.

Najbardziej wyczerpujące doświadczenie ostatniego czasu. Długie, intensywne, męczące. Przeprowadzałam się wiele razy w życiu, na samych studiach mieszkałam w czterech mieszkaniach. Wydawało mi się, że mam duszę nomada, nie mam w zwyczaju przywiązywać się do miejsc. Nawet ostatnia przeprowadzka trzy i pół roku temu, kiedy byłam w połowie pierwszej ciąży była dosyć bezbolesna. Dopiero w tym mieszkaniu, gdzie zamieszkałam z dzieckiem pierwszy raz poczułam się jak w domu. Poznałam okolicę, sąsiadów, sprzedawców, listonosza. I jak nigdy wcześniej – obrosłam w rzeczy.

Rzeczy, rzeczy, rzeczy

Próbuję być minimalistką od jakichś trzech-czterech lat. Systematycznie przeglądam swoje rzeczy i sprzedaję, oddaję, pożyczam lub wyrzucam. Nie lubię kupować, korzystam z biblioteki albo z używanych ubrań po dzieciach znajomych. Wydawało mi się, że jestem naprawdę świadoma tego, żeby nie gromadzić bez potrzeby. Ale kiedy cały nasz dobytek zobaczyłam spakowany do pudeł i worków – poczułam się jego wielkością przytłoczona i przygnębiona. W czeluściach głębokiej szafy znalazłam pięć parasolek, cztery karimaty, a wszystkie moje ręczniki ledwo zmieściły się w ogromnym worku. Zobaczenie tego z tej perspektywy nasuwa mi wniosek –niedziwne, że trudno mi było utrzymać porządek, skoro tych rzeczy jest aż tyle, a mebli było zaledwie kilka w wynajmowanym mieszkaniu. Mam silne postanowienie, żeby do nowych szaf powkładać tylko to, co jest mi rzeczywiście potrzebne, a resztę rzeczy rozdać. Chciałabym mieć jakiś lepszy kanał przekazywania przedmiotów komuś, kto z tego skorzysta (olx-owe „oddam za darmo” się nie sprawdza). Ale jest to bardzo żmudny i czasochłonny proces, nie wiem, czy starczy mi cierpliwości.



Zasoby poziom zero

Przeprowadzka była niezwykle męcząca i stresująca. Stresowało mnie wydawanie dużych sum pieniędzy, bo po remoncie jeśli coś kosztuje trzysta złotych to nagle jest „tanie”, a remontowcy rzucają kilkutysięczne kwoty jakby mówili o dorzucaniu gumy do żucia do zakupów, wiecie, dorzuci pani dziewięć tysięcy i będzie pani miała proste ściany – zresztą nie dorzuciłam, mam krzywe. Po wszystkim mam ochotę wykonać jakiś radykalny krok, coś jak rok bez zakupów – mam taki wstręt do wydawania pieniędzy (tylko muszę sobie jeszcze kupić stół. I szafkę na buty).

Stresujące były negocjacje z ekipą remontową – miałam wrażenie, że nikt nie traktuje mnie poważnie i mówi mi się nieprawdę prosto w oczy. Oddawanie starego mieszkania, sprzątanie i drobne naprawy, próby nadążenia z terminami (przepraszam, czy byłby to problem, jeśli jeszcze tydzień postoją w piwnicy nasze rowery?). Ciągłe wybory (chciałam napisać cały prześmiewczy tekst o wyborze blatu ).

Do tego brak snu (nie mogłam spać na nowym miejscu przez brak zasłon i wszechobecny pył remontowy), wyczerpujące prace fizyczne, brak porządnych posiłków (powinniśmy mieć karnet w restauracji Ikea i w tej takiej obok Castoramy…) i nagle jestem człowiekiem z wyczerpanymi zasobami.

A człowiek z wyczerpanymi zasobami to człowiek drażliwy, łatwo załamujący się i widzący wszystko w czarnych barwach. Gdy szłam rozliczyć się z ekipą remontową, zastanawiałam się czy kupić sobie gaz, gdy mój mąż nie odbierał telefonu przez dziesięć minut organizowałam sobie w myślach moje życie wdowy z dwójką małych dzieci, kiedy usłyszałam trzask to pomyślałam: a co jeśli ktoś wejdzie przez okno i porwie mi dziecko? To wszystko znaki, że czas znowu zacząć gotować i chodzić wcześnie spać.

Odwracanie się od lustra

Za to cały proces nieźle wspierał moje postanowienie, żeby myśleć mniej o wyglądzie. Bo przecież nawet nie mam lustra oprócz tego w łazience! Ciągle chodzę w roboczych ciuchach, używam intensywnie ciała w pożyteczny sposób – jestem wysoka i mogę przytrzymywać szafę podczas skręcania i na tyle silna, żeby przesuwać meble samodzielnie. Obsesja piękna nie ma szans z remontem i przeprowadzką. Jakbym miała powiedzieć jak się czułam w swoim ciele to cały czas czułam się dobrze, sprawnie, pożytecznie. To jest dobry kierunek.



Urok prostych czynności

I ostatni wniosek: brudny piekarnik to nie pacjent, któremu się poprawia, a potem sam sobie odstawia leki. To nie trzylatek, któremu człowiek tłucze coś do głowy, a on i tak robi co chce. W starciu z piekarnikiem liczy się tylko moja wytrwałość, czas i moc środków czystości. Nie jestem osobą, która znajduje ukojenie w szorowaniu fug czy polerowaniu sreber, ale rozumiem o co w tym chodzi. Marek do pierwszej w nocy olejuje blat albo przykręca okap, bo są to zajęcia, które dają natychmiastową nagrodę. Mówi, że mając duży dom można w ogóle uciekać od życia w to dłubanie w gniazdkach, naprawianie usterek i wydaje mi się, że jest to ważna myśl. Dlatego teraz piszę ten tekst zamiast rozpakowywać kolejne pudło.

Ten etap powoli się zamyka. Nie mam już kluczy do poprzedniego mieszkania. Za chwilę wprowadzi się tam ktoś inny, ktoś inny będzie kupował u sympatycznej pani warzywa czy nawiąże znajomość z dobrymi sąsiadami z naprzeciwka. Ja zaraz poznam kogoś z dziećmi w podobnym wieku, w końcu znajdę różnym rzeczom miejsce, zacznę się wysypiać tak dobrze jak moja córka, która w pełni akceptuje swój nowy pokój i bez problemu w nocy, po ciemku trafia do naszej sypialni jeśli się obudzi. Wszystko wraca do jakiejś normy. Trochę innej, trochę nowej normy. 

____________

Zdjęcia: 1.  Josh Edgoose 2. Erda Estremera  3. Johann Walter Bantz, Unsplash.com