Gdybym nie była lekarką, byłabym…

Bycie lekarką to bardzo ważna część mojej tożsamości. Mimo tego, że na studiach czułam się jak przybysz z innej planety, a teraz od prawie roku nie byłam w pracy – to i tak dla mnie medycyna to coś więcej niż zawód. Pozostaję z nią cały czas – odpowiadam stale na medyczne pytania, wypisuję recepty, leczę swoje dzieci, śledzę nowości i stale poszerzam swoją wiedzę.

Bycie lekarką to teraz część mojej tożsamości, ale mogłam przecież dziesięć lat temu nie dostać się na studia medyczne albo pójść za nastoletnim porywem serca na filologię fińską albo ochronę środowiska. Mogłam się zakochać i zajść szybko w ciążę albo zostać po maturze w Wielkiej Brytanii. Moje życie mogło się potoczyć w tylu różnych kierunkach! Ale gdybym mogła wybrać jeszcze raz to chciałabym być…

  1. Psycholożką/socjolożką pracujacą naukowo

Ach, czemu to nie ja napisałam “Obsesję piękna”?! Czemu nie nazywam się Brené Brown i nie spędzam życia na uniwersytecie badając ludzką wrażliwość? Te eksperymenty! Te dociekania! Te wnioski! Ten proces dochodzenia do prawdy!

Podczas studiów moja noga nie postała w żadnym kole naukowym, bo też typowo medyczna praca naukowa umiarkowanie mnie ciekawi. Ale książki opisujące badania psychologiczne lub socjologiczne to coś, co pochłaniami, przeżywam i pewnie miałabym niesamowitą satysfakcję w brania udziału w projektach trochę przybliżających zrozumienie ludzkości.

Ale jeśli nie naukowczynią, to…

2. Nauczycielką.

Proces dorastania człowieka to coś, co mnie fascynuje. Lubię patrzeć jak dzieci rosną i zmieniają się w czasie. Lubię pracę ze starszymi dziećmi i młodzieżą. Bardzo ciekawi mnie ich spojrzenie na świat, a taki kontakt, w którym jestem osobą, która może coś im przekazać, jakoś ich kształtować uważam za coś niezwykle wyjątkowego. Wiem, że z dziećmi nie zawsze jest łatwo ten kontakt nawiązać, a pewnie państwowe struktury edukacyjne pozostawiają wiele do życzenia, ale wciąż…

Mam zresztą osobiste doświadczenia z nauczaniem – na studiach uczyłam licealistów chemii do matury, a w szpitalu prowadziłam czasem zajęcia edukacyjne dla pacjentów – o lekach, podstawowych objawach, higienie snu itp. Uważam, że ludziom jest lepiej, jeśli wiedzą więcej i lubię być częścią tego ich poszerzania wiedzy. I też może trochę – lubię się wymądrzać i występować przed większą grupą ludzi.

3. Kimś pracującym przez pisanie

Jest coś takiego w pisaniu, co mnie cieszy i uspokaja. Dziwne jest to, że tak lubię pracować ze słowem pisanym, że pewną satysfakcję sprawia mi nawet pisanie tekstów na zamówienie z ograniczoną liczbą słów i wyrażeniami kluczowymi. Lubię pisać życzenia na kartkach, podziękowania w imieniu jakiejś grupy ludzi czy krótkie wiadomości. Lubię pisać czyli układać słowa w zdania.

Myślę, że byłabym szczęśliwa będąc tłumaczką lub dziennikarką. Zresztą to jest mój wymarzony kierunek rozwoju bloga – dostać propozycję pisania gdzieś, do jakiejś gazety lub portalu na tematy, które mnie interesują, docierać ze swoim pisaniem do większej grupy ludzi.

Wynik tego eksperymentu myślowego jest ciekawy również dla mnie. Moja ścieżka zawodowa w gruncie rzeczy nie odbiega za bardzo od tego, co powyżej napisałam. Realizowanie się w kazdej z tych aktywności leży w moim zasiegu. Być może też za szybko zarzekałam się podczas studiów, uniesiona niechęcią do swojej uczelni, że nigdy przenigdy nie będę robić doktoratu.

Piszę ten tekst przygnieciona siedmiomiesięczniakiem, który którąś godzinę drzemie na mnie. To jasne – teraz jestem przede wszystkim matką. Ale powoli zaczynam znowu myśleć o pracy, o tym, co zrobię jak już ruszę się z domu, o tym jak chciałabym żeby wyglądał mój rozwój zawodowy. Czyli do końca urlopu macierzyńskiego już bliżej niż dalej.

A wy? Kim bylibyście, gdybyście mogli jeszcze raz wybrać?

(zdjęcia z Unsplash.com)