“to coś” czyli konkretu mi trzeba

Tytuł programu X Factor można byłoby przetłumaczyć jako to COŚ, czynnik X, ta tajemnicza rzecz, która – jeśli ją posiadasz – pozwoli ci zostać gwiazdą. Trzyosobowe jury podziwia występy i decyduje: masz to coś czy nie masz tego czegoś? Czego?

TO COŚ denerwuje mnie głównie wtedy, kiedy pada w formie zarzutu lub nakazu. Coś w języku codziennym ma się dobrze. Mówi się: Nie wiem, nie trawię tej dziewczyny, coś mi w niej nie pasuje! Albo: Nie wyszło nam, zabrakło tego czegoś. Zrób coś ze sobą albo trzeba mieć to coś, żeby pracować na tym stanowisku. Nabieram odwagi i przekonania, żeby w takich sytuacjach pytać, dowiadywać się CO.

Nauka lubi konkret, medycyna lubi konkret. Zadanie medyka to sięganie do sedna problemu, odsłanianie go i leczenie. Rodzina pacjenta może mi powiedzieć: coś z nim jest nie tak, ale ja muszę zapytać: co? Więcej śpi, mniej się uśmiecha, bywa drażliwy, mówi do siebie? Patrzę na pacjenta: nie rusza się, nie gestykuluje, odpowiada zdawkowo, siedzi daleko, nie interesuje go otoczenie. Muszę skonkretyzować swoje odczucia, uściślić opowieść rodziny – tak się stawia diagnozę. Mogę to zrobić, bo wiem, że stan psychiczny człowieka to coś, co da się podzielić na kategorie, rozebrać, ocenić.

[Więcej o mojej fascynacji diagnozowaniem psychiatrycznym pisałam w tekstach: Tylko mnie nie diagnozuj!i To, co niewidzialne]

Są oczywiście obszary, w których istota czegoś średnio mnie interesuje. Sprawy techniczne bloga, działanie auta – nie jestem w stanie zgłebiać wszystkiego, niech każda działka ma swoich ludzi. Wydaje mi się to jednak jakimś wzniosłym dążeniem ludzkości, żeby okrywać to coś tego świata, dociekać, analizować, drążyć, wiercić, rozkręcać.

Dobrym przykładem ponazywania tego, co trudno uchwytne jest stary tekst na blogu Joanny Glogazy o dziewczynach, którym nie brudzą się buty .Pisze: Na pewno macie chociaż jedną koleżankę, która zawsze wygląda doskonale, niezależnie od pory dnia, nieważne czy spotkacie ją w pracy, na imprezie czy na spacerze w parku. (…) Zawsze zastanawiałam się, jak one to robią. “Niektórzy po prostu tak mają” nie jest dla mnie satysfakcjonującym wyjaśnieniem, tak samo jak stwierdzenie że “dziewczyny to nigdy nie mają się w co ubrać”. Traktuję modę i ubieranie się bardzo przyziemnie i praktycznie, nie daję sobie wmówić banałów i z zapałem rozbieram wszystko na czynniki pierwsze.

Antyprzykład to ostatnia kampania społeczna “Jedz ostrożnie!” . Nie podobają mi się plakaty (prezentujące np. otyłego człowieka z ciałem hamburgera albo słowo żryj poprawione na żyj), bo oprócz utrwalania szkodliwych stereotypów i wywoływania poczucia wstydu (który jest wrogiem zmiany!) są też bardzo niekonkretne. To jest takie zrób COŚ ze sobą! bez najmniejszej wskazówki CO.

Dawid Podsiadło w jednej edycji X Factora nie miał tego CZEGOŚ – odpadł w drugiej turze – widziałam filmik, na którym Kuba Wojewódzki mówi: ktoś, kto tak śpiewa nie wygra tego programu. W kolejnej edycji miał tego na tyle dużo, żeby wygrać i stać się gwiazdą. W jego przypadku czynnik X okazał się zestawem cech, które ewoluują, zmieniają się w czasie, na które można mieć wpływ, nie magicznym czymś, co się ma albo nie ma. Słucham książki Brené Brown “Rosnąc w siłę” (jestem pod dużym wrażeniem), w której autorka rozbiera na czynniki pierwsze różne zjawiska czy przeżycia, nawet tak abstrakcyjne jak złamane serce. I znalazłam w tej książce zdanie, które zawiera w sobie wszystko, co chcę powiedzieć:

Im konkretniejsi potrafimy być, tym większe prawdopodobieństwo, że doprowadzimy do zmiany.