Dlaczego nie zostanę blogerką wnętrzarską?

Jestem właśnie w środku twórczego procesu urządzania domu, oglądam w Internecie te wszystkie wnętrza i nie mogę wyjść z podziwu jaki ludzie mają dobry gust. Biorą tapetę z Castoramy, komodę z Ikei i lampę ze śmietnika i jest pięknie. Widzą jakiś rozpadający się mebel na aukcji i mówią: to jest to, odmaluję, przykręcę nowe gałki i będzie wspaniale. Ja tymczasem siedzę w moim salonie i ciągle coś mi w nim nie pasuje.

fot. Johnny Caspari, unsplash.com

***

Ale nawet kiedy udaje mi się dograć elementy i patrzę z podziwem na swój kawałek pokoju to i tak nie mogę zrobić temu zdjęcia, bo w kadrze leży paczka otwartych pieluch albo plastikowy koń-zabawka. Zawsze coś leży w kadrze albo zasłonka zawija się o kanapę.

***

Nie jestem pewna co mi się podoba i co będzie pasować. Mam problem z planowaniem i mierzeniem – potem okazuje się, że mój impulsywny zakup jest za mały, za duży lub nie spełnia swojej funkcji. Podobne wątpliwości dopadają mnie, gdy patrzę w lustro: czy to, co kupiłam jest w porządku? Czy to do siebie pasuje? Idę wśród ludzi i słyszę: ładna sukienka i oddycham z ulgą. Ktoś do mnie przychodzi i mówi: ładna komoda i oddycham z ulgą. Czyli jednak mam jakiś gust. Dobrze byłoby, gdyby jednak akceptacja danej rzeczy zapadała zanim usłyszę zewnętrzną ocenę.

***

Denerwuje mnie i przeszkadza też ten głos w mojej głowie – głos osoby, która mnie nie lubi. Ludzie, co to za tragiczny kolor ścian. Biała ławka w przedpokoju i ciemna rama lustra, no brawo. A ile to wszystko kosztowało? Przepraszam, czy to jest zegar z Lidla?!

Osoba, która mnie nie lubi krzywi się , unosi brwi. Aleś to wymyśliła! Nie wiem, co ta osoba robi w moim domu, dobrze, gdyby już sobie poszła.

***

Mam wiele do zarzucenia systemowi edukacji, ale ostatnio myślałam o tym, że szkoda, że nikt nie uczył mnie tworzyć, czerpać przyjemności i odpoczynku z tworzenia. Kiedyś na grupie Zero Waste ktoś oddawał nowe farbki w tubkach i ostatnio te farbki otworzyłam, żeby namalować grafiki do salonu – jakieś proste krople na tle zrobionym gąbką do naczyń albo rybki w oceanie. Malowało mi się wspaniale, córka siedziała mi na kolanach, czas płynął. Samo to w sobie jest wartością, sukcesem jest samo podjecie się tego zadania. Szkoda, że nikt nie uczył mnie technik plastycznych, a wszystko co zrobiłam podlegało ocenie. Patrzę więc na moje rybki i zastanawiam się jak je ocenić. Raczej nisko, to praca na poziomie ośmioletniego dziecka.

***

Cała siła ludzi, ktorych pasją jest urządzanie wnętrz tkwi właśnie w tym, że się nie boją, a ten gość, których ich nie lubi nie mieszka w ich głowie albo przynajmniej siedzi cicho. Stawiają antyki obok szafki z sieciówki i jakoś to wygląda. Niektóre meble są brzydkie albo niefunkcjonalne, ale wartością jest samo szukanie ich, odnawianie, znajdowanie im miejsca. W efekcie poczucie się na tyle pewnie, żeby wywalić konia-zabawkę poza kadr, poprawić zasłonkę, zrobić zdjęcie i pochwalić się światu. Albo nikomu się nie chwalić, mieć coś ładnego na własność, jakiś swój ładny kawałek podłogi, po to, żeby cieszył podczas jedzenia kolacji.

Oglądałam ostatnio program o urządzaniu wnętrz na Netflixie i starszy facet w jednym z odcinków powiedział, że musiałoby się stać coś strasznego, żeby nie zajrzał do śmietnika w poszukiwaniu ciekawych rzeczy do domu. Nie wiem czy podobał mi się jego dom, miał tam pełno dziwnych konstrukcji z druta, ale tego zapału, pasji i świadomości, co mu się podoba bardzo mu zazdroszczę.

***

Dlatego nie zostanę blogerką wnętrzarską. Jestem zbyt zależna od zewnętrznej oceny, zbyt niepewna, za mało odważna, nie ufam sobie. Nie podoba mi się ten kierunek i robię odwrót. Zacznę może od powieszenia tych rybek.