Subiektywny przegląd Netflixa

To, że piszę ten wpis znaczy dwie rzeczy: że moje starsze dziecko już naprawdę dobrze zasypia o wczesnej porze i że już nie mam tyle roboty z rozkładaniem rzeczy po przeprowadzce. Dzisiaj o tym, co obejrzałam ostatnio na Netflixie i co polecam obejrzeć. Porzuciłam z poczuciem irytacji The Sinner, nie dałam rady znieść jednego odcinka Russian Doll, ale wpadłam w ciąg oglądając…


Photo by Charles 🇵🇭 on Unsplash

Najlepszy projektant wnętrz (The great interior design challenge) – brytyjski program to mój numer jeden. Oglądam go z bijącym sercem. Nie wiem czy to kwestia podglądania ludzi podczas procesu tworzenia, tego, że jurorzy tak ładnie mówią po angielsku czy ciekawych budynków w Wielkiej Brytanii. Wszystko podane jest tak, że aż mam ochotę wsiąść w samolot i pooglądać na żywo tę różnorodną architekturę. To też, a może przede wszystkim, konkurs urządzania wnętrz. Uczestnicy pocą się, załamują, marszczą czoło – i wpadają czasem na genialne pomysły. Uwielbiam ten program! Gdybym nie miała innych rzeczy do roboty, na przykład nie musiała się zajmować niemowlakiem – oglądałabym go przez cały czas. Tymczasem Marek mówi, że nie widział w życiu nic równie nudnego.

Bodyguard – świetny serial. Spójna, nieprzewidywalna fabuła, dużo napięcia, bardzo przystojny główny bohater. Spędziłam kilka wieczorów oglądając odcinki z mężem, kiedy dzieci już spały i to był bardzo przyjemny czas. Końcówkę oglądaliśmy do drugiej w nocy, a ja nie lubię zarywać nocy i być niewyspana – więc to, że tak zrobiłam i nie żałuję naprawdę coś znaczy.

Sex Education – dosyć dobrze się bawiłam oglądając ten serial, ale po skończonym seansie mam parę zastrzeżeń. Fabuła nie była do końca spójna, kilka wątków zostało niedokończonych. Dobrze, że poruszał temat seksualności nastolatków i pokazywał jej związek z generalnym stanem psychicznym jednostki. Moje poważne zastrzeżenie jednak to przedstawianie jako normy nastolatków uprawiających regularnie seks, także przygodny, na imprezach, często wykazywanie się w tym wieku sporym doświadczeniem. Jakby to był serial o studentach, dorosłych… A tak myślę, że gdyby jakiś mój znajomy szesnastolatek chciał to oglądać to miałabym silną potrzebę wygłoszenia obszernego komentarza na ten temat. Co w sumie jest dużą wadą, jeśli weźmiemy pod uwagę edukacyjne ambicje serialu.

Velvet Buzzsaw – film, który przyjemnie się oglądało, ale ostatecznie okazało się, że nie ma zbyt wiele sensu. Sam nie wie czy chce obśmiewać środowisko artystyczne, być tanim horrorem czy ambitnym thrillerem. Miał swój potencjał, bardzo dobrą obsadę aktorską (Jake’a Gyllenhaala ogląda się wspaniale!), ale mógł być zdecydowanie lepszy. Pozostał takim filmem, który można obejrzeć leżąc wykończonym w piątek wieczorem na kanapie, jak się nie chce zbyt wiele myśleć.

Fyre – dokument o nieudanym festiwalu muzycznym. Opowieści o porażkach są ciekawe, bo o ile w historii sukcesu trudno często zobaczyć co sprawiło, że się udało – tak w historii porażki dokładnie widać, co poszło nie tak. Szczególnie w tej historii. Fakt, że mamy do czynienia z porażką nie zaskakuje, może dziwniejsze jest to, że pomysł nie został porzucony na wcześniejszym etapie. Ciekawy seans, miałam później dużo przemyśleń na temat przewodzenia, organizacji spotkań. Choć myślę, że ta opowieść nie jest w żaden sposób uniwersalna, nie przekazuje jakiejś prawdy o świecie, to jest po prostu bardzo dziwna historia nie do końca racjonalnie myślącego uprzywilejowanego człowieka, który przesadził.

Gaga: Five Foot Two. Nie byłam fanką Lady Gagi, kojarzyła mi się głównie z tym, że kiedyś założyła sukienkę z mięsa, zlewała się w mojej świadomości z innymi blond gwiazdami pop. Po tym dokumencie zapałałam do niej wielką sympatią (zakochałam się) i zaczęłam słuchać jej muzyki. Zobaczyłam ją jako bardzo utalentowaną i pracowitą artystkę. Oglądanie ludzi podczas pracy twórczej jest w ogóle bardzo ciekawe, ale w przypadku Lady Gagi to jest jakiś poziom ekstremalnie wysoki, jej kompozycje są po prostu doskonałe, ma piękny głos i bardzo ciężko pracuje. Oczywiście, że jest też histeryczna i lekko oderwana od rzeczywistości, ale gwiazdy trochę muszą takie być. Po obejrzeniu byłam poruszona i zainspirowana i ciągle nie przestaję nucić jej piosenek. Potrzebujemy takich gwiazd!

Jestem bardzo ciekawa czy oglądaliście coś z wyżej wymienionych propozycji i czy wasze wrażenia są podobne do moich. Samodzielne szukanie pereł w tym serwisie bywa frustrujące, a pewnie długo nie będę miała tyle czasu do oglądania co teraz – dajcie znać, jeśli przegapiłam coś wartościowego.