Ewa Winnicka, Dionisios Sturis “Głosy” – dlaczego warto sięgnąć po ten reportaż?

Wiecie, że dużo słucham, zwłaszcza podczas urlopów macierzyńskich. Słucham, kiedy gotuję obiad, składam pranie, spaceruję, jadę samochodem. Przesłuchałam masę audiobooków i podcastów.

Wiecie też, że nie czuję się najlepiej w recenzowaniu. Często coś mi się podoba, ale nie jestem pewna, czy jest dobre. Czasem coś mi się nie podoba, ale nie chcę być zbyt krytyczna.

Słuchowisko Ewy Winnickiej i Dionisosa Sturisa pt. “Głosy” przesłuchałam w ciągu dwóch dni. I nie mam wątpliwości: to jest dobre. To chyba najlepsza rzecz, jaką przesłuchałam do tej pory.

Słuchałam audioserialu za pośrednictwem Audioteki

True crime

Tak, po pierwsze to opowieść o zbrodni. Chodzi o masakrę na wyspie Jersey, która wydarzyła się latem 2011 roku – Polak zabił nożem sześć osób, w tym swoje dzieci, a samego siebie poważnie zranił. Kryminały i reportaże o zbrodniach są dla mnie ciekawe, ale często czuję się lekko zażenowana, że się tym interesuję. Tutaj żenady nie ma, bo to nie opowieść o zbrodni, a raczej o tragedii i próba odnalezienia jej przyczyn.

Na rzecz głosów porzuciłam książkę “Czapkins” o Tomaszu Mackiewiczu, właśnie trochę dlatego, że przyczyn nie szukała. Czemu ktoś wpada w narkotyki, a później ryzykuje regularnie życie podczas niebezpiecznych wypraw? “Wpadł w złe towarzystwo” mnie nie satysfakcjonuje. Gdzie dociekanie tła społecznego, kulturowego? Zamiast tego dostałam niekończące się opisy wypraw i niebezpieczeństw. Ale dlaczego ktoś się w to niebezpieczeństwo pcha – to jest pytanie, na które warto szukać odpowiedzi.

Tragedia taka jak ta na wyspie Jersey to coś, co odciska swój ślad na życiu ogromnej ilości ludzi na lata. Trzeba się tym interesować i zajmować, bo takie rzeczy mają się nie dziać. Co idzie nie tak, że jednak się dzieją?

Choroba psychiczna, poczytalność i anomalia umysłu

W “Głosach” dużo miejsca poświęcone jest rozważaniom czy Damian Rzeszowski był poczytalny w momencie popełniania zbrodni, czy chorował i jeśli tak – to na co.

Zdecydowanie jest to najciekawsza kwestia poruszana w reportażu. To oczywiście moja działka – ja właśnie tym się zajmuję, kiedy pracuję. Dlatego też mogę stwierdzić, że ten wątek poprowadzony jest bardzo rzetelnie. Są przytoczone opinie biegłych psychiatrów zeznających podczas procesu, autorzy dzwonią do polskich ekspertów, z którymi zresztą się jak najbardziej zgadzam.

Wiele osób dowiadując się, że pracuję w szpitalu psychiatrycznym pyta czy się nie boję. Istnieje taki stereotyp, że pacjenci szpitala są jacyś niebezpieczni, nieobliczalni. W ogóle tego tak nie czuję. To znaczy owszem, czasem zdarza się, że ktoś jest pobudzony i agresywny, ale mamy jakieś sposoby, żeby sobie z tym radzić. Ale nie jest to codzienność, norma, dotyczy jakiegoś procenta schorzeń, większość pacjentów nie stanowi zagrożenia. Ukazuje to jednak pewien stereotyp myślenia o zaburzeniach psychicznych.

Mnie, muszę przyznać, nawet bardziej od chorób psychicznych interesuje ich wymiar społeczny, kontekst kulturowy – czemu ludzie w danym czasie czy w danej grupie chorują akurat na to a nie na co innego. Na ile to, co odczuwamy jest kwestią naszych osobistych problemów emocjonalnych, a na ile jest wypadkową oczekiwań społecznych, treści, które odbieramy, świata, w którym żyjemy. Może mi dane będzie kiedyś bardziej zgłębiać te kwestie. Póki co jedynie serce bije mi szybciej, gdy autorzy “Głosów” się nad tym zastanawiają.

Sprawa ta dotyka też prawdy o ludzkiej psychice, która jest mi szczególnie bliska. Sprawca mógł mieć problemy psychiczne – mógł być zaburzony osobowościowo lub chorujący, tego nie wiem i się nie dowiem – ale pewne ekstremum swojego stanu psychicznego osiągnął, bo był wyczerpany. Był przewlekle zestresowany, niepewny przyszłości, osamotniony i po długotrwałej (26-godzinnej) jeździe samochodem. Na terapii odwykowej uzależnionych od alkoholu omawia się taki skrót HALT – czyli hungry, angry, lonely, tired, który określa stan, w którym najłatwiej sięgnąć po alkohol. Zawsze sobie to przypominam, bo to też stan, kiedy najłatwiej zrobić coś głupiego, złamać dietę albo wydrzeć się na dziecko.

Po tym reportażu myślałam o różnych osobach, które wydają mi się przewlekle zestresowane, pod dużą presją, na wyczerpanych zasobach. I myślę sobie: Ludzie, serio. Dbajcie o siebie. Na co dzień.

Emigracja

Temat emigracji jest mi bliski, bo wielu moich znajomych żyje za granicą, w tym osoby z mojej najbliższej rodziny, znam ludzi wychowywanych przez rodziców, którzy wyjeżdżali do innych krajów pracować, sama mam za sobą czteromiesięczny epizod zmywania naczyń w Zjednoczonym Królestwie. Kiedy byłam w Szkocji poznałam trochę Polaków żyjących tam od lat i mogłam obserwować różne oblicza Polonii.

Autorzy “Głosów” zastanawiają się na ile historia Damiana Rzeszowskiego to historia polskiej emigracji.

Różnie ludzie układają sobie życie za granicą. Oczywiście często inne kraje mają dużo lepszą ofertę, można wykonując proste prace zarobić i odłożyć pieniądze, co często w Polsce jest niemożliwe. Wróciłam do kraju, bo dostałam się na medycynę, ale gdybym się nie dostała to być może rok bym jeszcze te naczynia zmywała. To jest częsta historia: przyjechałem na trzy miesiące, zostałem na trzynaście lat.

Rozumiem, że za granicą perspektywy są czasem lepsze niż – z tym samym wykształceniem – w Polsce. Nie wiem czy teraz aż tak wielu ludzi wyjeżdża, ale pamiętam okres, kiedy to było bardzo popularne. I z mojego doświadczenia wygląda to tak: o tych lepszych perspektywach się mówiło, a o tym, że to jest bardzo trudne słyszałam niewiele.

A jest trudno. Byłam za granicą cztery miesiące i strasznie tęskniłam – za rodziną, za krajem, za jedzeniem. Obserwuję u znajomych to przyjeżdżanie do Polski na dwu-trzytygodniowy urlop, po jakim właśnie był sprawca masakry. To życie między dwoma krajami, dwa kręgi znajomych, wykonywanie pracy poniżej swoich kwalifikacji. Wiem, że często i tak to jest lepsze niż to, co było w Polsce, ale nie da się ukryć, że przez emigrację dużo się traci. Wśród emigrantów jest sporo nieszczęśliwych osób, które może nie mają przestrzeni, żeby o tym swoim nieszczęściu mówić.

Książka jest też w postaci drukowanej, pod trochę innym tytułem. Zdj. Wyd. Czarne

10/10

O czym to jeszcze jest książka? O rodzinie, zazdrości, zdradzie, oczekiwaniach wobec mężczyzn? Rzadko oceniam książki, a jak już to nie daje im numerków. Ale jeśli mam to zrobić – to to jest moje maksimum. 10/10. Przeczytajcie albo posłuchajcie koniecznie.