Dlaczego nie komentuję bieżących wydarzeń

Raz na jakiś czas przez media społecznościowe przewala się jakiś kontrowersyjny temat, do którego wielu blogerów i influencerów się odnosi. Zawsze, kiedy się ja tego nie robię mam lekki dyskomfort i poczucie, że może to zostać odebrane jako brak zainteresowania i przejęcia tematem albo – co gorsza – potajemnym sympatyzowaniem z mniej słuszną postawą. Dlatego przedstawię wam parę powodów, dla których na tym blogu raczej nie będą pojawiały się wpisy na temat bieżących wydarzeń.


Photo by Markus Spiske on Unsplash

Powód 1: nie jestem aż tak szybka

Wpisy na tym blogu to spisane moje rozważania i refleksje, które zbieram miesiącami. Teksty same w sobie czasem piszę szybciej, ale przemyślenia, rozmowy, czytanie o danej sprawie trwają długo. Są to rzeczy, które w jakiś sposób nie były dla mnie oczywiste, sama siebie musiałam do czegoś przekonać. W przypadku bieżących wydarzeń trzeba reagować szybko i w ciągu tygodnia napisać coś sensownego, co będzie w jakiś sposób odkrywcze, a nie będzie po prostu powtarzaniem tego, co inni już napisali. I to, tak po prostu, nie jest moja mocna strona.

Powód 2: nie chcę powtarzać oczywistości

Niektóre rzeczy są dla mnie oczywiste: dzieci nie wolno bić. Rasizm, homofobia i inne przejawy nienawiści do ludzi to coś, co w ogóle nie jest mi znane – ani jako postawa ani nie znam nikogo (mam nadzieję), kto w ten sposób funkcjonuje i myśli. Nigdy w życiu nie uważałam karmienia piersią za coś obrzydliwego ani czegoś, z czym należy się kryć po kątach. Zabicie Prezydenta Gdańska podczas finału WOŚP było wstrząsającym, tragicznym wydarzeniem. Marsz antyszczepionkowców w oświęcimskich pasiakach to jakiś chory pomysł. Co tu jeszcze dodać? Wszystko jest jasne. Nie ma tu żadnej wątpliwości. Wszyscy, których znam i prawdopodobnie zdecydowana większość czytelników uważa identycznie. Jednym z tematów, na które zareagowałam był temat otyłości (jest w wyróżnionych stories na moim profilu na instagramie), dlatego, że to jest temat, który dla mnie samej jest odkryciem. To znaczy jeszcze niedawno myślałam inaczej, poczytałam naprawdę dużo na ten temat i mam podstawy sądzić, że jeszcze wielu moich znajomych i czytelników nie zna tematu i może się wiele dowiedzieć.


Photo by AbsolutVision on Unsplash

Powód 3: nie znam się

Pamiętacie te protesty dotyczące wybijania dzików? Myślałam sobie: ludzie, ja nic nie wiem o dzikach. Nie mam pojęcia ile ich jest, czemu ktoś wydał taką decyzję, jaki to ma sens, co można zrobić innego, w życiu nie przeczytałam jednego artykułu o dzikach, jest wiele tematów, które są dla mnie mniej odległe i abstrakcyjne. To znaczy rozumiem, że Ludzie, Którzy Się Znają wydali oświadczenie, w którym jasno napisali, że to bez sensu i przyjmuję to, natomiast w ogóle nie sprawia to, że dogłębnie rozumiem problem i proces decyzyjny.

Albo ten moment, kiedy wszyscy protestowali, żeby Jerzy Owsiak został na stanowisku szefa WOŚP. Doceniam jego wkład i działalność, którą prowadzi od lat doposażając polskie szpitale, ale nic nie wiem o jego funkcjonowaniu na co dzień ani o tym, jak działa ta organizacja. Skąd mam wiedzieć, co jest lepsze, co przyniesie większe korzyści? Czasem wymiana osoby zarządzającej może zadziałać na korzyść organizacji – zwłaszcza jeśli ktoś jest wypalony, potrzebuje przerwy, jest na tyle przytłoczony wydarzeniami, że nie ma siły dalej pełnić swojej roli.

Wiele tematów wcale nie jest prostych (pisałam o tym przy okazji Czarnego Protestu), a nie mam czasu dowiadywać się dokładnie, sprawdzać, czytać – co jednak uważam za niezbędne jeśli miałabym się wypowiadać. W chórze głosów krzyczących to samo można stracić z oczu prawdę, do której jednak chciałabym dotrzeć zanim bezmyślnie powtórzę popularny pogląd.

Powód 4: nie wszystkim się tak samo przejmuję, nie dam rady angażować się we wszystko

To jest powód, który mnie gdzieś uwiera.

Kiedy wszyscy chcieli odwoływać Rzecznika Praw Dziecka z powodu wypowiedzi o klapsach, zdecydowałam się podpisać petycję, ale nie wypowiadać w tej sprawie. Dużo mądrych tekstów zostało napisanych, co ja mogę jeszcze dodać? Po czym na mojej facebookowej tablicy pojawił się odważny proklapsowy głos i wdałam się w trwającą kilka dni dyskusję. Tłumaczenie komuś swoich przekonań i internetowa polemika to coś, co dosłownie pochłania całe dnie. Nawet jeśli nie siedzę z nosem w telefonie to intensywnie myślę, co chciałabym jeszcze dodać, co zapomniałam napisać, przychodzi mi nagle do głowy trafne porównanie, którym muszę się podzielić. Wieczorem nie mogę zasnąć, bo myślę o tych wszystkich Ludziach Tkwiących w Błędzie. Wykańczające, absorbujące.

Po pierwsze: nie dam rady angażować się we wszystko – czasowo i emocjonalnie. Po drugie, rozmienianie się na drobne sprawia, że ludzie przestają słuchać, a argumenty stają się mniej merytoryczne. Muszę wybrać obszary, na których się znam i w których chcę się wypowiadać. Nie mogę zmienić całego świata na raz, wspierać i udostępniać wszystkich zbiórek, na jakie trafiam, nawet nie jestem w stanie przejąć się wszystkimi historiami. I to jest dla mnie trudne. Mam wrażenie, że z ekranu mojego telefonu codziennie coś krzyczy: przejmij się, pomóż, chociaż udostępnij, chociaż wyślij jeden sms, chociaż przeczytaj: jak trudno jest ludziom w Syrii, w Sudanie, w Polsce – tym biednym, wykluczonym, dyskryminowanym. Czytam, wspieram, rozważam, ale nie jestem każdemu tematowi poświęcić tyle samo energii i zaangażowania. Siłą rzeczy muszę filtrować.


Photo by Stefan Cosma on Unsplash

Ten tekst nie ma być krytyką w ogóle komentowania przez blogerów tego, co się aktualnie dzieje. Wiele tekstów jest merytorycznych, sama je chętnie czytam, udostępniam. Często ktoś ma szczególnie ciekawe spojrzenie, potrafi zanalizować sytuację czy wypowiedzieć się z pozycji eksperta. Nie wykluczam, że ja też się wypowiem, kiedy zdarzy się coś szczególnie mi bliskiego czy kiedy będę miała coś ważnego i szczególnego do powiedzenia. Ale raczej to będzie wyjątek, a nie reguła.